Jestem osobą, która we wszystkim znajdzie jakiś problem i lubi narzekać na każdą błahostkę. Nie myślcie jednak, że każdej napotkanej osobie tylko marudzę, o nie :) Marudzę zwykle tylko najbliższym osobom, ale zwykle i tak nie potrafię im dokładnie opowiedzieć o swoich obawach, nie potrafię wyrzucić z siebie wszystkiego tak, jak to czuję. Gdzieś tam głęboko we mnie siedzi ogrom bólu i strachu. Strasznie mnie niszczy, podcina skrzydła i sprawia, że nie idę do przodu, tylko nieustannie stoję w miejscu. Cały czas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że powinnam ruszyć dupę i walczyć o jakąkolwiek zmianę, ale blokuje mnie to, że boję się zmian i jestem leniem.
Ale jest chyba jeszcze dla mnie nadzieja, bo od niedawna zaczynam czuć, że mogę. Jeśli tylko zechcę, trochę się zmuszę, wtedy będę potrafiła wszystko zmienić. No, może nie wszystko i nie od razu, ale małymi kroczkami coś na pewno zdziałam. Postanowiłam, że będę bardzo starać się zmienić swoje podejście do życia. Zamiast szukać problemów, będę szukać pozytywów. Będę zmieniać swoje życie na lepsze. Przestanę się smucić, będę korzystać z życia, doceniać w każdym calu mojego najcudowniejszego faceta, zacznę ćwiczyć, będę chodzić na wykłady i systematycznie się uczyć (może nie należy to do najprzyjemniejszych, ale zawsze będę miała mniej stresu pod koniec semestru). Nauczę się organizować sobie czas, znajdę go na obowiązki, jak i na przyjemności.
Będziecie trzymać za mnie kciuki? :)